Celem mojej podróży jest centrala, globalnego przedsiębiorstwa pana Stylesa. To olbrzymi, trzydziesto piętrowy biurowiec, cały ze szkła i stali, funkcjonalna fantazja architekta. Nad szklanymi drzwiami metalowe litery tworzą napis "Styles House". Na miejsce docieram kwadrans przed drugą. Uff, nie spóźniłem się. Ogarnięty uczuciem ulgi wchodzę do ogromnego - i, szczerze mówiąc, onieśmielającego - holu ze szkła, stali i białego piaskowca. Siedzący za biurkiem z litego piaskowca bardzo atrakcyjny chłopak z zaczesanymi na bok włosami, młody brunet uśmiecha się do mnie uprzejmie. Ma na sobie najbardziej szykowny czarny garnitur, spodnie na kant i czarny krawat, jaki w życiu widziałem. Wygląda jak spod igły.
-Mam umówione spotkanie z panem Stylesem. Louis Tomlinson w zastępstwie za Nialla Horana.
-Chwileczkę, panie Tomlinson.
Unosi lekko brwi, a ja stoję przed nim skrępowany. Zaczynam powoli żałować, że nie pożyczyłem od Nialla jakiś eleganckich ciuchów zamiast czarnych rurek i białej koszulki. W sumie się postarałem i przywdziałem swoje jedyne czarne rurki, białe trampki oraz niebieską kamizelkę. Dla mnie taki strój jest elegancki. Odgarniam za ucho pasmo włosów, które wymknęło z grzywki, i udaję że nie czuję się onieśmielony.
-Pan Horan jest umówiony. Proszę się tu podpisać, panie Tomlinson. Ostatnia winda po prawej stronie, trzydzieste piętro.
Gdy składam podpis, uśmiecha się do mnie uprzejmie, jak nic rozbawiony. Wręcza mi identyfikator, na którym wielkimi literami napisano GOŚĆ. Uśmiecham się drwiąco. To oczywiste, że jestem gościem, gołym okiem widać. Zupełnie do tego miejsca nie pasuję. Nic nowego, wzdycham w duchu. Dziękuję mu, po czym udaje się w stronę wind., mijając dwóch pracowników ochrony. W dobrze skrojonych czarnych garniturach wyglądają zdecydowanie bardziej elegancko ode mnie.
Winda w ekspresowym tempie zawozi mnie na trzydzieste piętro. Drzwi rozsuwają się i widzę następny duży hol - ponownie szkło, stal oraz biały piaskowiec. Staję przed kolejnym biurkiem z piaskowca i kolejnym młodym mężczyzną odzianym bardzo podobnie jak jego poprzednik z dołu.
-Panie Tomlinson, zechce pan zaczekać tutaj - Gestem wskazuje kilka krzeseł obitych białą skórą. Za krzesłami widać sporych rozmiarów przeszkloną salę konferencyjną z dużym stołem z ciemnego drewna, wokół którego stoi co najmniej dwadzieścia krzeseł. Za tym wszystkim znajduje się, sięgające od podłogi do sufitu okno z widokiem na Seattle, ciągnącym się aż do Zatoki Puget. Ta panorama jest oszałamiająca i przez chwile stoję ja wrośnięty w ziemię. Rany.
Siadam, wyciągam pytania i przeglądam je, w duchu przeklinając Nialla za to, że nie dorzucił choćby krótkiej notki biograficznej. Nic nie wiem na temat tego mężczyzny, z którym za chwilę mam przeprowadzić wywiad. Czy ma dziewięćdziesiąt, czy trzydzieści lat. Ta niepewność jest irytująca i znów zaczynam się denerwować. Nigdy nie przepadałem za rozmowami twarzą w twarz, preferując anonimowość dyskusji grupowej, podczas której mogę siedzieć na końcu sali i nie zwracać na siebie uwagi. Jeśli mam być szczery, to preferuję właśnie towarzystwo i czytanie w kampusowej bibliotece jakiegoś brytyjskiego klasyka. A nie nerwowe wiercenie się na krześle w potężnym szklanych gmachu. Gromię się w duchu. Weź się w garść, Tomlinson. Sądząc po budynku, który jest zimny i nowoczesny, uznaję że Styles ma czterdzieści parę lat: Wysportowany, opalony i ciemnowłosy, żeby pasować do reszty personelu. W dużych drzwiach po lewej stronie pojawia się kolejny elegancki, nienagannie ubrany brunet. O co chodzi z tymi ciemnowłosymi facetami jak spod igły? Czy ja trafiłem do Stepford? Robię głęboki wdech i wstaję.
-Pan Tomlinson? - pyta najnowszy brunet.
-Tak - Odpowiadam chrypliwie
-Pan Styles sie zaraz z panem spotka.
-Dobrze, poczekam
- Zaproponowano panu coś do picia?
-Em...Nie - O rety, czy brunet numer jeden będzie mieć kłopoty? Brunet numer dwa marszczy brwi i mierzy spojrzeniem młodego mężczyznę za biurkiem.
-Co podać? Herbatę, Kawę, Wodę czy może sok? -Pyta, skupiając uwagę ponownie na mnie.
-Dziękuję nie potrzebuję pić.
-Pan Styles czeka na pana, panie Tomlinson. Proszę wejść - Mówi brunet numer jeden.
Wstaję i niepewnie próbuję opanować zdenerwowanie. Kieruję się w stronę uchylonych drzwi.
-Proszę wchodzić bez pukania! -Słyszę głos za mną.
Popycham drzwi i w tym samym momencie potykam się o własne nogi, po czym wpadam do gabinetu głową naprzód.A niech to szlag - Ja i moje dwie lewe nogi! Znajduję się na czworakach w progu gabinetu pana Stylesa, a usłużne ręce pomagają mi wstać. Mam ochotę zapaść się pod ziemie. Ale ze mnie niezdara. Sporo wysiłku muszę włożyć w podniesienie wzroku. Ożeż ty - jest taki młody i przystojny!